Jak być chrześcijańskim przedsiębiorcom


zamyslenia_

Słowo „przedsiębiorczość” pochodzi od słowa „przed-się-brać”, czyli wybiegać w przyszłość z zamiarem osiągnięcia jakiegoś celu. To cecha, którą mamy obowiązek wypracowywać w sobie wszyscy. Przedsiębiorcza postawa i dobra praca są potrzebne na każdym szczeblu i w każdym wymiarze, od posła po pielęgniarkę i od rolnika po ministra i kardynała. Musimy zrozumieć, że praca jest służbą i ma być wykonywana rzetelnie i odpowiedzialnie, uczciwie, sprawnie i fachowo, z myślą o drugim człowieku, który z niej będzie korzystał. To jest podstawowy wymiar miłosierdzia wobec siebie i innych. W tym zakresie każdy, niezależnie od tego, czy aktualnie pracuje, prowadzi firmę czy poszukuje pracy, ma do wypełnienia swoją misję miłosierdzia.

Dotyczy to zwłaszcza uczniów Chrystusa – to od siebie musimy najpierw tego wymagać. Nauczania i formacji w zakresie duchowości pracy potrzebujemy dziś wszyscy, nikogo nie wyłączając. Nie na darmo św. Jan Paweł II, którego wspominamy 22 października, napisał trzy encykliki na tematy społeczne. Wiedział, jak ważne i brzemienne w skutki jest każde działanie człowieka, jego twórcza aktywność.

Świat pracy tworzą trzy podstawowe środowiska: pracujący, pracodawcy-przedsiębiorcy i bezrobotni. To hermetyczne grupy, żyjące swoimi problemami, ale co ciekawe, przepływ ludzi z jednej do drugiej zachodzi często i szybko: dziś prowadzisz firmę, jutro jesteś bez pracy, a pojutrze pracujesz u kogoś. Zachodzi tu ciągła zmiana, często przedzielana brakiem pracy. Jest on jednak tylko jednym z etapów w życiu zawodowym, niekiedy powracającym.

To praca kształtuje nas jako ludzi, buduje relacje, uczy, hartuje, dowartościowuje. Także męczy, czasem nuży. Brak pracy często uświadamia nam coś bardzo ważnego o sobie, ludziach, świecie i Bogu. Chodzi o to, by te trudne okresy zmian w życiu zawodowym mądrze i twórczo przeżywać. Zatem kwestią podstawową powinno być dla nas nie bezrobocie, a praca i zarządzanie zmianą… życiową.

Co więc robić? Praca to nie „łaska pracodawcy”, ale dar Boży, zobowiązanie i wyzwanie dla człowieka. Nie chodzi tu więc tylko o danie 2 złotych, żeby uspokoić sumienie, ani o pokiwanie ze współczuciem głową nad utyskującym mężem i ojcem rodziny, że „ciężko jest i pracy nie ma”. Chodzi o takie bycie przy człowieku, by poczuł, że tracąc pracę, nie traci wartości ani godności, by zdopingować go do działania, przekonać go, że dużo od niego zależy, że musi przestawić dotychczasowe często negatywne myślenie o sobie i o świecie.

Może trzeba pomóc mu zrozumieć, że nie wystarczy oczekiwać zmian z zewnątrz, ale że muszą one najpierw zdarzyć się w nim samym, w jego podejściu do pracy, do obowiązku, uczciwości. Pierwszy element, na który pracodawca zwróci uwagę przy szukaniu pracownika, to ten, czy ma on entuzjazm do pracy, choćby minimalny, by nie być dla przedsiębiorcy kulą u nogi, lecz solidnym wsparciem w biznesie.

Przedziwne jest, że tak wielu poważnych i uczciwych pracodawców miesiącami poszukuje pracowników i nie może ich znaleźć.

Przedsiębiorcy dostali od Boga talent – żyłkę do przedsiębiorczości, ale sam talent to za mało. On wymaga obróbki, nieustannego rozwoju, nie tylko w zakresie znajomości branży, w której się funkcjonuje, i czujności wobec zmian na rynku, ale także w zakresie budowania stosunków międzyludzkich. Zarządzanie ludźmi w firmie to duża sztuka, bo firma to organizm złożony z ludzi, nie tylko z komputerów, maszyn i budynków. Mądre zarządzanie buduje zespół. Ale zdarzy się tak tylko wtedy, gdy wszystko będzie oparte na zaufaniu.

Rozwój oparty na zaufaniu dotyczy zresztą nie tylko firmy, ale każdej małej społeczności: szkoły, gminy, parafii, zarządu i rządu…

To jest trudne, ale możliwe. Zgłębianie tych zasad i ich stosowanie jest także przejawem miłosierdzia w praktyce. Taką wyobraźnię współczującą z pracownikami i odwrotnie muszą w sobie kształtować pracodawcy duzi i mali. Nie chodzi tu tylko o moment zwalniania ludzi, ale o takie zarządzanie firmą, które tworzy ją, pozwala jej się rozwijać i istnieć przez wiele lat, by pracownicy czuli się jej współtwórcami i chcieli z nią wiązać swoją przyszłość.

Istnieje też odpowiedzialność i miłosierdzie wyższego rzędu: społeczne. Jeśli jestem dyrektorem, ministrem czy prezydentem, to mój wpływ na rzeczywistość jest diametralnie inny niż przeciętnego obywatela – pracownika. Wspomaganie rozwoju gospodarczego przez tworzenie dobrych rozwiązań prawnych czy zmniejszenie biurokracji jest faktycznym realizowaniem wezwania do miłosierdzia. Dlaczego?

Bo pracę dają przedsiębiorcy, a jeżeli oni nie mogą prowadzić i rozwijać własnych firm, to nie ma nadziei na to, by sytuacja na rynku pracy się zmieniła. Świadectwo tego, że tak właśnie się dzieje, daje Roman Kluska, przedsiębiorca i pracodawca, twórca Grupy Optimus SA, człowiek, który doświadcza trudów prowadzenia przedsięwzięć gospodarczych. Doskonale tłumaczy on rzeczywiste powody zapaści gospodarczej, wysokiego bezrobocia i działań pozornych czy raczej pozorowanych, jakich przez ostatnie lata doświadczaliśmy w Polsce.

W roku 1989, na początku przemian w naszym kraju, były tylko trzy akty prawne, które regulowały ówczesną rzeczywistość gospodarczą: kodeks handlowy, jeszcze przedwojenny, ustawa o podatku dochodowym i prawo celne. Każde z nich proste i logiczne. Dzięki prostym regulacjom prawnym w Polsce powstawały miliony nowych przedsiębiorstw. Obecnie system biurokratyczny blokuje prawie każdą inicjatywę gospodarczą i faktycznie wywołuje bezrobocie.

Roman Kluska zauważa, że również dziś jest wielu ludzi, którzy chcą wziąć sprawy w swoje ręce, podejmują ogromny wysiłek, wymyślają pewną koncepcję, zapożyczają się u znajomych, w bankach, zastawiają cały swój majątek. Rozpoczynają trudny proces realizacji swojego pomysłu. W pewnym momencie pojawia się jednak bariera urzędnicza. Zdaniem Romana Kluski polska gospodarka jest totalnie przeregulowana, i to w większości za przyczyną złego prawa. Społeczeństwo zostało wręcz zniewolone aktami prawnymi. Jest ich tak wiele, że prawie nikt nie wie, co jest zgodne z prawem, a co nie.

Poza tym są one tak nieprecyzyjne, że trudno zrozumieć, o co w nich chodzi. Nie bez znaczenia dla paraliżu gospodarczego są też koszta stosowania tego prawa.

Złe rozwiązania prawne w dziedzinie gospodarczej powodują ograniczenie w rozwoju firm, w konsekwencji doprowadzając do dramatów osób, ich rodzin, chorób wielu ludzi, patologii społecznych. Złe prowadzenie firmy także ma swoje konsekwencje. Niskiej jakości praca u kogoś – również. Gdybyśmy zastanowili się, jak daleko sięgają efekty naszej pracy, bylibyśmy zdumieni. Przez prozaiczne działania zawodowe wpływamy nie tylko na jednostki, ale na całe rzesze ludzi. Nawet kazanie powiedziane przez księdza byle jak zbierze swoje pokłosie: nie poruszy, nie zmobilizuje do rozsądnego życia, do mądrej i rzetelnej pracy, do odpowiedzialności za siebie i innych. A mogłoby wlać nadzieję, dodać sił, podnieść na duchu a przede wszystkim zbliżyć do Boga, aby według Jego zamysłu już tu na ziemi budować Królestwo Boże.