W SZKOLE CNÓT CHRYSTUSA 27 marca 2020

DROGA KRZYŻOWA Z CZCIGODNYM SŁUGĄ BOŻYM KS. KARD. STEFANEM WYSZYŃSKIM

Michalina Jankowska z Instytutu Prymasowskiego Stefana Kardynała Wyszyńskiego

 

Modlitwa wstępna

„Spraw, prosimy, wszechmocny Boże, abyśmy Tobie ciałem i duszą się podobali, gdy co roku z wiernością święty Post obchodzimy”.

Wielki Post to zaproszenie, aby podjąć wysiłek podobania się Bogu ciałem i umysłem. Mamy stanąć w obecności Boga, przed Jego obliczem. Nauczyć się być z Nim, odczuwać Jego bliskość, odwoływać się do Niego w pracy, radościach i trudach. Najlepszy sposób na osiągnięcie tego to osamotnienie i modlitwa. To one pomagają nam zobaczyć, co jest przeszkodą w moim życiu, co mnie odgradza od Boga i co muszę odrzucić, aby za Nim iść. Nikomu to łatwo nie przychodzi, dlatego Wielki Post to czas dany nam na uciszenie, uspokojenie i wsłuchanie się w „Boga, który tak nas umiłował, że Syna swego Jednorodzonego dał”. To czas, o którym przypomina nam Kościół, czas duchowej koncentracji na Bogu, który jest Miłością. „Prawdziwa modlitwa to uwaga skierowana na Boga, oto tajemnica skupienia, skoncentrowania się wewnętrznego; tajemnica prawdziwego odnalezienia się w Bogu”.

 

Stacja I – Jezus na śmierć skazany

SZTUKA MILCZENIA – to cisza we mnie. To zamilknięcie o sobie. Spotyka się człowiek z Człowiekiem. Jeden ma prawo skazać, ma władzę, a drugi ma Słowa Życia. Za kim idę, za kim podążają moje myśli i pragnienia, tęsknoty i marzenia? Dlaczego skazuję Dawcę Życia w moich myślach, uczynkach, w moich słowach. Dlaczego nie żyję tak jak On – Miłością, ciszą, skupieniem na Bogu? Dlaczego uciekam od Ciebie, Boże? Dlaczego w drugim nie widzę Ciebie? Dlaczego skazuję innych w sobie na śmierć?

 

Stacja II – Jezus bierze Krzyż na swoje ramiona

SZKOŁA TWARDEGO ŻYCIA – to przyjąć ciężar życia – i własny, i bliźnich.

Jak Jezus, który niesie mój krzyż, który niesie mnie z miłości. Jestem dla Ciebie ciężarem, trudem, ale podjętym z miłości. Jezu, jesteś „Mocarzem”, Ty udźwigniesz wszystko. I ja, gdy będę z Tobą, udźwignę wszystko.

 

Stacja III – Jezus upada po raz pierwszy

ULEGŁOŚĆ – to poddanie się prawu cierpienia i trudu.

Mój ciężar cierpienia, męki, obowiązków przygniata mnie. Upadam, nie daję rady, złoszczę się, krzyczę… bo odwróciłem się od Ciebie, bo straciłem Cię z oczu, bo nie słucham Słowa Życia, bo nie karmię się Pokarmem na życie wieczne. Myślałem, że dam radę, że mogę żyć bez Ciebie. Jezu, chcę wstać z Tobą z mojego upadku i w Twoje ręce oddać swoje życie.

 

Stacja IV – Jezus spotyka swoją Matkę

POCIECHA WSPÓŁCIERPIĄCYM – to wspieranie innych na drodze życia.

Nigdy człowiek nie jest sam. Bóg dał na pomoc Maryję Wspomożycielkę. Jak była z Jezusem, tak jest ze mną – „Matka, która nigdy nie umiera”. Matka mojego życia wewnętrznego. Ta, która zrodziła Boga Człowieka, rodzi mnie dla Boga, dla drugiego człowieka. Gdy staję się do Niej podobny, gdy pełnię wolę Ojca, gdy służę, gdy mam otwarte i zgadujące oczy na potrzeby bliźnich, gdy jestem pokorny, cichy, współcierpiący, wierny, wtedy idę z Tobą, Maryjo, przez kręte krzyżowe drogi życia.

 

Stacja V – Szymon z Cyreny pomaga nieść Krzyż

POMOC PRZYJĘTA – to współdziałanie z Bogiem w dziele zbawienia.

Jezu, szukasz ludzi, którym będziesz mógł udzielić swojego Krzyża, którzy są usposobieni do poznania Jego smaku, Jego zbawczego działania, których zapraszasz do współdziałania z Tobą, obecnym w Kościele. Uczysz mnie wspólnoty w cierpieniu, gotowości w służbie, cierpliwości w znoszeniu słabości swoich i innych. Tak jak Szymon chcę iść z Tobą krok w krok przez życie. Dziękuję za Twoje zaufanie do mnie, za zaproszenie do pójścia drogą krzyżową mojego życia.

 

Stacja VI – Weronika ociera twarz Jezusowi

WSPÓŁCZUCIE PRZYJĘTE – POCIECHA – to miłość przezwycięża wszystko.

Czy ja mogę Cię pocieszyć jak Weronika? Czy moja pomoc jest Ci niezbędna? Ty czekasz na moje ręce, serce, oczy, nogi, myśli, uśmiech, którymi mogę służyć Ci w braciach i nieść im pociechę. Proszę, daj mi odwagę i siłę, abym umiał Ci pomóc i szedł z Tobą drogą krzyżową.

 

Stacja VII – Jezus upada pod Krzyżem po raz drugi

POKORĘ OKAZAĆ – to przyznać się do słabości.

Jezu, Ty upadasz, a ja myślałem, że gdy oprę się o Ciebie, to już nie upadnę. Myślałem, że załatwisz wszystkie moje sprawy, cierpienia, bóle, niepokoje… A Ty mi odpowiadasz: Moja słabość może być twoją mocą, Mój upadek – twoim podźwignięciem, Moja pokora twoim usprawiedliwieniem.

 

Stacja VIII – Jezus spotyka płaczące niewiasty

NAUCZYCIEL W CIERPIENIU – to znać smak cierpienia.

Jezu, sam cierpiący otwierasz się na cierpienia innych. Uczysz, jak być wrażliwym na innych, jak nie ulec znieczuleniu na słabości innych, jak nie zamykać się w swoim cierpieniu. Twoja postawa uczy mnie, jak służyć, jak czynić miłosierdzie, jak dać z siebie jeszcze trochę więcej. Gdy daję siebie, gdy żyję dla innych, to nie ubożeję, ale ubogacam się miłością.

 

Stacja IX – Jezus upada pod Krzyżem po raz trzeci

SZKOŁA CIERPLIWOŚCI – to powstać z upadku, a nie trwać w nim.

To nadzieja, że jestem przeznaczony do życia wiecznego, że moim domem jest niebo. Mogę zwątpić w siebie, ale Ty nie zwątpisz we mnie. Nie ma takiej niedoli, takiej męki i nędzy, z której nie podniosłaby mnie iskierka miłości, jaką Bóg daje przez dłonie swoich sług. To Boża miłość podnosi i uzdalnia do życia łaską.

 

Stacja X – Jezus z szat obnażony

SZKOŁA UBÓSTWA – to ubóstwo wyzwala.

To ubóstwo wyzwala serce i daje swobodę czynu, ofiary, wyrzeczeń. Mocą człowieka jest tajemnica jego wnętrza, jego duszy. Nie to, co zewnętrzne, ale moje człowieczeństwo – moja osobowość, postawa, serce, rozum, spojrzenie. Można utracić wszystko, a nie utracić człowieczeństwa i godności dziecka Bożego. I wtedy jest zwycięstwo!

 

Stacja XI – Jezus przybity do Krzyża

SZKOŁA POSŁUSZEŃSTWA – to poddanie się prawu innych.

Jezu, poddany woli Ojca, „posłuszny aż do śmierci”, uczysz mnie uległości wewnętrznej wobec mądrości i miłości Boga. Uczysz zostawienia tego, co moje, choćby wydawało się najlepsze. Uczysz zaufania Bogu.

 

Stacja XII – Jezus umiera na Krzyżu

ODDAĆ ŻYCIE – to umierać każdego dnia, aby żyć wiecznie.

Przez ukrzyżowanie i śmierć sobie człowiek zaczyna żyć w Bogu. Robi miejsce dla Niego. Wiem, że muszę obumrzeć, że umrę, wiem, ale i wiem, że zmartwychwstanę, bo Ty, Jezu, zmartwychwstałeś. Jestem przeznaczony do życia i wyśpiewywania chwały Bogu, do śpiewania „Alleluja”!

 

Stacja XIII – Jezus zdjęty z Krzyża

Z MARYJĄ ZAWSZE – to jest droga zawierzenia.

Czy żywy czy umarły na duszy jestem z Tobą, Maryjo. Wiedzieć i pamiętać, że jesteś, że jesteś Matką Życia i Ucieczką grzeszników, to znaczy nigdy nie być sam. Ręce Matki są zawsze otwarte, aby przyjąć dziecko i oddać je Ojcu Niebieskiemu. Bez względu jak bardzo byłbym sponiewierany, ubrudzony, Ona jest gotowa i chce mi służyć.

 

Stacja XIV – Jezus złożony do grobu

NADZIEJA W BOGU – BEZGRANICZNA – to przy grobie czuwają nadzieje nas wszystkich.

Grób jest świadkiem zmartwychwstania, nie tylko grób z kamienia, ale przede wszystkim grób ducha. Tylko Miłość może usunąć kamień z każdego grobu, jak z grobu Chrystusa odwaliła kamień Miłość Ojca. Boża Miłość podźwignie każdego z nas z naszych grobów. Trzeba tylko całemu oddać się w kochające ręce Boga.

 

Zakończenie

Dziękujemy Ci, Boże, za ten czas skupienia się na Tobie, za owoce tej Drogi Krzyżowej.

Dziękujemy za Twoją obecność i drogę, na którą nas zapraszasz, abyśmy ufali zbawczej mocy Twojego Krzyża.

 

Źródło: Nasz Dziennik z dnia 27 III 2020 r.

Zwiastowanie Pańskie 25 marca 2020

„Każde ludzkie życie jest najważniejsze”

Papież Franciszek

 

Archanioł z nieba posłan był, by witaj Matce Boga rzekł. A kiedy ujrzał, że na jego bezcielesny głos bierzesz na siebie ciało, Panie, stanął w zachwycie wołając do Niej:

„Witaj, o wysokości, pojęciom ludzkim niedostępna,
Witaj, głębiono nawet anielskim okiem niezbadana,
Witaj, bo jesteś tronem Króla,
Witaj, bo dźwigasz Tego, co wszystkie dźwiga rzeczy.

Witaj, gwiazdo Słońce nam ukazująca,
Witaj, łono Boskiego wcielenia,
Witaj, przez którą stworzenie się odnawia,
Witaj, przez którą Stwórca dzieckiem się staje.
Witaj, Oblubienico Dziewicza”


(Akatyst, Stasis I)

Tajemnica Wcielenia stanowi szczególne świadectwo Bożego upodobania w człowieku. Tę prawdę Jan Paweł II wyraził już w swojej pierwszej encyklice: „W tym zbawczym wydarzeniu dzieje człowieka w Bożym planie miłości osiągnęły swój zenit. Bóg wszedł w te dzieje, stał się – jako człowiek – ich podmiotem, jednym z miliardów, a równocześnie Jedynym! Ukształtował przez swe Wcielenie ten wymiar ludzkiego bytowania, jaki zamierzył nadać człowiekowi od początku” (Redemptor hominis,1). To szczyt upodobania Boga w człowieku. W tajemnicy Zwiastowania Syn Boży – przez swoje Wcielenie – zjednoczył się z każdym człowiekiem. Stał się podobnym do nas we wszystkim – oprócz grzechu. Ludzkimi rękoma pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką wolą działał, ludzkim sercem kochał. Stał się prawdziwie jednym z nas. Dlatego przyjąć tajemnicę Wcielenia, znaczy dostrzec piękno człowieczeństwa zamierzone przez Stwórcę.

Czas się wypełnił przez to, że Bóg wszedł w dzieje człowieka i związał się z nim raz na zawsze. Wieczność wkroczyła w czas. Wcielenie stało się początkiem całego dzieła Odkupienia dokonanego przez Chrystusa. Bez Wcielenia nie byłoby Bożego Narodzenia, nie byłoby publicznej działalności Jezusa i w końcu nie byłoby także Jego śmierci i zmartwychwstania. Nie byłoby zbawienia.

Na niezwykłość tego wydarzenia zwraca uwagę pewien szczegół w życiu liturgicznym Kościoła. Otóż, dwa razy w roku – w uroczystość Zwiastowania i Bożego Narodzenia – podczas wypowiadania Credo, po słowach: „Za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem”, przyklękamy, aby w ten sposób uwielbić Boga, który ofiarując nam swojego Syna dał nam dowód swojej uprzedzającej, „dotykalnej” miłości. Wszyscy klękają, wyrażając w ten sposób wiarę w to, że skutki Wcielenia są nadal żywe dla każdego z uczestników Eucharystii.

„Co zaś dotyczy Maryi – pisał papież Paweł VI – to dzisiejszą uroczystość obchodzi się jako święto nowej Ewy, posłusznej i wiernej Dziewicy, która wielkodusznie wypowiedziawszy słowo ‘fiat’, stała się za sprawą Ducha Świętego Bożą Rodzicielką, a także prawdziwą matką żyjących i przez przyjęcie do swego łona jedynego Pośrednika stała się prawdziwą Arką Przymierza oraz prawdziwą świątynią Boga; czyli jako wspomnienie tej chwili, która była najdonioślejsza w tym dialogu nawiązanym przez Boga z człowiekiem w sprawie jego zbawienia oraz jako wspomnienie wolnego przyzwolenia Dziewicy i współudziału w urzeczywistnianiu Bożego planu odkupienia ludzi” (Marialis cultus, 6). Podobnie jak słońce, mgła i cień zstępują na osobę i oplótłszy ją całą nie wyrządzają jej żadnej szkody, jak rosa poranna użyźnia ziemię, w niczym jej nie naruszając – tak też Duch Święty zstąpił na Maryję. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego.

„Bądź pozdrowiona, pełna łaski” (Łk 1,28), czyli „napełniona Chrystusem”. Ty nie jesteś dla siebie samej, ale dla Zbawiciela. Ty całą swoją osobowością jesteś zwrócona do Syna. Dlatego jesteś i będziesz niedościgłym wzorem naszego zwracania się ku Chrystusowi, a przez Niego ku Ojcu i Duchowi Świętemu.

Episkopat.pl

 

Wartość życia ludzkiego w nauczaniu papieży Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka – artykuł Mieczysława Ozorowskiego

Prymas Polski w rozważaniach Drogi Krzyżowej on-line: potrzeba dziś Cyrenejczyków 22 marca 2020

„Potrzeba nam Cyrenejczyków niosących pomoc w szpitalach, w służbach publicznych, pomagających najsłabszym” – mówił Prymas Polski abp Wojciech Polak podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, którą sprawował w piątek wieczorem w swojej domowej kaplicy. Modlitwa była transmitowana on-line.

 

Stacja I – Pan Jezus skazany na śmierć krzyżową

Z Ewangelii wg św. Marka: Piłat CHCĄC ZADOWOLIĆ tłum, uwolnił Barabasza,
Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie (Mk 15,15).

Piłat doświadczył w sobie przeciwstawnych pragnień, których nie dało się pogodzić.
Z jednej strony nie widział powodu, aby skazać Jezusa na śmierć. Z drugiej nie chciał sprzeciwić się tłumowi. Piłat wiedział, że arcykapłani wydali Jezusa przez zawiść. Znał ich złe intencje. Podjął jednak decyzję o ubiczowaniu i ukrzyżowaniu Jezusa. Piłat wiedział, że tłum, który krzyczał nie miał w sobie prawdy. On stał przed PRAWDĄ, stał przed JEZUSEM… a jednak pomylił się…

I my stajemy obecnie wobec próby zwiedzenia nas, różne głosy podpowiadają nam skrajne rozwiązania – od buntu przeciw Bogu po oskarżanie innych i grożenie im karą. Ale prawda jest jedna, jest nią Jezus skazany na śmierć.

 

Stacja II – Pan Jezus obarczony krzyżem

Z Ewangelii wg św. Marka: Następnie wyprowadzili Jezusa, aby Go ukrzyżowano (Mk 15,20).

Jezus konsekwentnie realizował plan odkupienia człowieka. Wziął krzyż, chociaż jego ciężar po ludzku Go przerastał, a okrucieństwo oprawców wydawało się nie mieć granic. Pozwolił wyprowadzić się poza miasto. W tym samym czasie Piotr zapytany na dziedzińcu przez służącą czy zna Jezusa, zaprzeczył mówiąc: Nie wiem i nie rozumiem, co mówisz. Wychodząc na zewnątrz usłyszał pianie koguta. Przypomniał sobie słowa Jezusa i wybuchnął płaczem (Mk 14,66-72).

Jakże bliskie są nam dziś słowa Piotra: nie wiem, nie rozumiem tego, co się dzieje. Podobnie jak on jesteśmy zagubieni. Niech łzy, które cisną nam się do oczu, poprowadzą nas – tak jak Piotra – do uzdrowienia, a rozpacz niech przemienia się w zaufanie.

 

Stacja III – Pan Jezus upada pod krzyżem

Z księgi proroka Izajasza: Wszyscy pobłądziliśmy… każdy z nas zwrócił się ku własnej drodze, a Pan obarczył Go winami nas wszystkich. (Iz 53,6).

Grzech ludzkości, grzech całego świata, rzucił Boga na ziemię. W Księdze proroka Izajasza czytamy: Wytknij mojemu ludowi jego przestępstwa… i jego grzechy (Iz 58,1).
Jezu, daj mi odwagę by stanąć przed Tobą w prawdzie i pokorze. Ukaż mi grzechy przede mną ukryte, zbadaj me serce, daj mi poznać, czy nie idę złą drogą i wprowadź mnie na drogę życia wiecznego.

W momencie, gdy cały świat się zatrzymał, gdy przytłoczył go krzyż choroby, warto abyśmy spojrzeli w siebie, abyśmy dostrzegli to, co w nas samych wymaga uleczenia. Grzech, podobnie jak niepewność jutra, odbiera nam nadzieję. Prośmy Jezusa, aby po upadku, dał nam siłę powstać.

 

Stacja IV – Pan Jezus spotyka swoją Matkę

W dniu ofiarowania Jezusa w świątyni, Maryja usłyszała prorocze słowa Symeona, który mówił: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą – a Twoją duszę miecz przeniknie – aby na jaw wyszły ZAMYSŁY SERC WIELU… (Łk 2,34-35).

Czym wypełnione jest moje serce? Jakie są moje pragnienia? Jezu, nauczałeś: Nie ma nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome… Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła… Tego się bójcie! (Łk 12,2-5)

W tym czasie każdego dnia ludzie na całym świecie, także w Polsce, przyzywają wstawiennictwa Matki Jezusa modląc się na różańcu. Tak jak była Ona ze swoim Synem na drodze krzyżowej, tak samo jest z nami w naszym trudnym doświadczeniu. Matka nas nigdy nie opuści.

 

Stacja V – Szymon Cyrenejczyk pomaga dźwigać krzyż Panu Jezusowi

Z Ewangelii wg św. Marka: Prowadząc Jezusa w kierunku Golgoty, spotkali pewnego człowieka, imieniem Szymon. Przymusili go, żeby niósł krzyż Jezusa (Mt 27,32).

Aniołowie nie pojawili się, kiedy Jezus obarczony ciężarem krzyża, szedł w kierunku Golgoty. Pojawił się człowiek, Szymon. On stał się aniołem. Każdy człowiek może być dla drugiego człowieka aniołem dobroci. Aniołem niosącym pocieszenie i pomoc.

Jak bardzo potrzeba dziś takich Szymonów. Potrzeba nam Cyrenejczyków niosących pomoc w szpitalach, Cyrenejczyków w służbach publicznych, Cyrenejczyków pomagających najsłabszym, Cyrenejczyków, którzy sprawią, że niesiony przez nas krzyż już tak nie boli.

 

Stacja VI – Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

Na krótko przed swoją śmiercią Jezus mówił do uczniów: Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. (…) Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście (Mt 25,31-46).

Weronika to osoba, która nie patrzy na otaczający ją tłum, ona szuka potrzebującego człowieka. Jak wielu obecnie, nie oglądając się na to, co myślą inni, spieszy z pomocą tym, którzy jej potrzebują. Zwykły telefon, zrobione zakupy, czy wypowiedziane dobre słowo dające nadzieję, mogą być niczym chusta Weroniki. Dla nas może to być gest błahy, dla tego kto cierpi, jest to często gest ratujący życie.

 

Stacja VII – Drugi upadek Pana Jezusa

Z Ewangelii wg św. Łukasza: W tym czasie przyszli niektórzy i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie.

Jezu, wiemy, że jesteś obecny w każdym cierpiącym człowieku. Wiemy, że jesteś z nami, gdy sami nie jesteśmy w stanie powstać. Nie jesteś karą – jesteś nadzieją; nie jesteś zemstą – jesteś miłosierdziem. Jezu naucz nas powstawać i przymnóż nam wiary, byśmy nigdy nie wątpili w Twoją dobroć.

 

Stacja VIII – Pan Jezus spotyka kobiety, które zawodziły i płakały nad Nim

Z Ewangelii wg św. Łukasza: Jezus zwrócił się do nich: Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną, płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi (Łk 23,28).

Słuchając Twoich słów Panie, by płakać nad sobą, a nie nad Tobą, razem z psalmistą pragnę wołać: Boże, Ty znasz moją głupotę i występki moje nie są zakryte przed Tobą.
Niech przeze mnie nie wstydzą się ci, co Tobie ufają…(ps. 69,6-7).

Nie jednemu z nas, gdy widzimy tak bardzo cierpiący świat, łzy cisną się do oczu. Niech jednak nie będą to łzy rozpaczy i beznadziei. Niech te łzy zrodzą w nas pragnienie wewnętrznej przemiany, pragnienie służby drugim. Niech te łzy zrodzą w nas dobro.

 

Stacja IX – Pan Jezus upada po raz trzeci

Jezu, patrząc na ogrom cierpienia, którego doświadczają ludzie, razem z psalmistą pragniemy wołać: [Boże] wyrwij mnie z bagna, abym nie zatonął… Niechaj mnie nurt wody nie porwie… Wysłuchaj mnie, Panie, bo Twoja łaska pełna jest dobroci; wejrzyj na mnie w ogromie Swego miłosierdzia! (ps 69,15-17)

Trzeci upadek może prowadzić do załamania. Kolejne informacje, zatrważające dane i smutne statystyki mogą podcinać skrzydła, mogą rodzić pytanie, czy warto się dalej męczyć? Jezu ucz mnie wytrwałości, ucz roztropności i ucz miłości bliźniego, bym swoim zniechęceniem nie zaczął zagrażać innym.

 

Stacja X – Pan Jezus z szat obnażony

Jezu, patrząc na poniżenie jakiego doświadczasz, przypominają mi się słowa z Księgi proroka Ezechiela: Jeśli występny porzuci wszystkie swoje grzechy, które popełniał… żyć będzie, nie umrze. A gdyby sprawiedliwy odstąpił od swej sprawiedliwości i popełnił zło…
żaden z wykonanych czynów sprawiedliwych nie będzie mu policzony (Ez 18,21.24).

Sytuacja, w której się znaleźliśmy, obnażyła nas i zobaczyliśmy, jak jesteśmy słabi. Nie są już ważne sprawy drugorzędne, można się obyć bez tych rzeczy, bez których dotąd nie wyobrażaliśmy sobie życia. Jezu, pozwól mi w tym obnażeniu dostrzec to, co najważniejsze. Pozwól mi wykorzystać ten czas na moje nawrócenie, pozwól mi wyjść z tego doświadczenia lepszym człowiekiem.

 

Stacja XI – Pan Jezus przybity do krzyża

Z Ewangelii wg św. Mateusza: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie, ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych… (Mt 5,44-45).

Doświadczenie cierpienia, choroby i strachu dotyka każdego, bez względu na jego wiarę, na status społeczny, na kraj, w którym mieszka. Wszyscy w tym doświadczeniu jesteśmy razem i jest to niezwykła szansa, by to, co nas połączyło, było okazją także do wzajemnego przebaczenia. Jezus przybity do krzyża nikogo nie potępiał, On cierpiąc przebaczał.

 

Stacja XII – Pan Jezus umiera na krzyżu

Z Ewangelii wg św. Jana: Gdy Jezus skosztował octu, rzekł: Dokonało się! I skinąwszy głowę, oddał ducha (J 19,30).

Jezu, rozważając tajemnicę Twojej śmierci powraca mi myśl, NIE DAŁEŚ SIĘ SPROWOKOWAĆ. Nie dałeś się sprowokować tym wszystkim, którzy przechodzili obok krzyża domagając się byś zszedł z niego i wybawił siebie.

Pozwól i nam Jezu nie dać się sprowokować. Nie ulec łatwej pokusie fałszywych proroctw, które zamiast prowadzić do spotkania z Tobą wiszącym na krzyżu, próbują wskazywać innych jako grzesznych i winnych wymierzonej kary. Jezu, nie pozwól także ulec pokusie ucieczki spod krzyża, porzucenia modlitwy, nie daj nam zwątpić w Ciebie.

 

Stacja XIII – zdjęcie z krzyża ciała Pana Jezusa

Z księgi proroka Jeremiasza: Namiot mój uległ zniszczeniu, wszystkie moje sznury zostały zerwane. Synowie moi odeszli ode mnie, nie ma ich (Jr 10,20).

Jezu, chciałoby się powiedzieć – to niesprawiedliwe. Czyniłeś dobro, uzdrawiałeś wszystkich, którzy byli pod władzą diabła (Dz 10,38). Dlaczego Twoi oprawcy nie dostąpili łaski nawrócenia?

Jakże często pytamy, czy rzeczywiście Twoją wolą jest rezygnacja z Eucharystii, czy Twoją wolą jest brak wspólnych modlitw? Panie tak bardzo pragniemy, byś spoczął w naszych dłoniach, jak spocząłeś w rękach Maryi, byś pocieszył nasze serca, tak bardzo dziś smutne, że zabrano nam Ciebie. Byś dał nam ufność, że dziś jesteśmy razem.

 

Stacja XIV – Ciało Pana Jezusa złożone do grobu

Z Ewangelii wg św. Mateusza: Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótna i złożył w swoim nowym grobie (Mt 27,59-60).

Śmierć, choć każdemu z nas wydaje się tak odległa, jest przecież ciągle nam bliska. Choć tak zdawałoby się nierzeczywista, jest niezwykle realna. Panie, przyjmij do swego Królestwa wszystkich, którzy odeszli z tego świata. Także tych, których w tych dniach zaatakowała choroba. Wiemy, jesteśmy tego pewni, że śmierć to nie koniec. Wiemy, że Twój grób to wcale nie przegrana. Wiemy, że nas nie opuściłeś, że po dniach smutku nastąpi ZMARTWYCHWSTANIE.

 

Prymas Polski abp Wojciech Polak

Józefie najczystszy 17 marca 2020

Czystość jest darem Boga, o który trzeba nieustannie i szczerze prosić. Trzeba też stworzyć dla niej odpowiednie środowisko, w którym nie będzie ona pozbawieniem się czegoś, ale wyborem większej i piękniejszej wartości.

Kiedy w naszych rozważaniach pojawia się słowo czystość i nie dotyczy ono higieny, sytuacja staje się trudna. Bo to słowo zdecydowanie niepopularne i postawa coraz mniej zrozumiała. O ile jeszcze sprawiedliwości czasami przynajmniej oczekujemy, roztropność i męstwo są cechami czy też cnotami wręcz pożądanymi, to czystość w najlepszym wypadku jest dzisiaj postrzegana jako ograniczenie zupełnie niepotrzebne i tylko w wyjątkowych sytuacjach tolerowane. Ale żeby dokonywać takiego wyboru na całe życie? Nawet jeszcze przed „zasmakowaniem” na czym polega jej odwrotność? To nie na nasze czasy. Ale do naszych czasów jeszcze wrócimy, a teraz zajmiemy się Świętym Józefem, którego litania najpierw tytułuje najsprawiedliwszym, a zaraz potem najczystszym. Jeszcze zanim go nazwie najroztropniejszym czy najmężniejszym. W sumie to nie wiem, czy kolejność ma tu jakieś istotne znaczenie, ale zakładam, że tak, skoro jako pierwszy został użyty tytuł męża sprawiedliwego, którym określa Józefa Ewangelia. A czystość jest zaraz potem.

Nie zbliżał się do niej
W Ewangelii czytamy, że Józef wziął Maryję do swego domu, „lecz nie zbliżał się do niej aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus” (Mt 1, 25). Nikt z nas nie może wejść do głowy Świętego Józefa, żeby przekonać się, czy był to wybór – aby nie zbliżać się do Maryi – podjęty tylko na czas jej ciąży, czy może od razu myślał, że po zrodzeniu Syna Bożego Maryja nigdy nie będzie już dla niego normalną w sensie cielesności żoną. Można jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa zakładać, że Józef i Maryja stopniowo odkrywali sens swojego małżeństwa i wolę Bożą wobec nich. Przypuszczalnie oboje potrzebowali czasu, by dorastać do misji, do której Bóg ich powołał. Tak opisuje to ks. Marek Dziewiecki: „Ewangelia nie sugeruje jakiejś magicznej dojrzałości i nadludzkiej świadomości Józefa. On potrzebował czasu, by odkrywać i rozumieć absolutnie niepowtarzalną sytuację, w której się znalazł. W zwykłym małżeństwie żona nie przestaje być żoną, gdy staje się matką. Przeciwnie, jej dojrzałość polega właśnie na tym, że harmonijnie i dojrzale łączy swoje bycie żoną z zadaniami matki. Zasada ta zostaje zawieszona w przypadku Maryi. Ona nie rodzi dziecka swojego męża, lecz rodzi Syna Bożego. Odtąd skupia się całkowicie na swoim macierzyństwie. Odtąd – jako jedyna kobieta w historii ludzkości – osiąga pełnię swoich marzeń i aspiracji, a także pełnię radości w kontakcie z Synem. W konsekwencji w kontakcie z Józefem szuka niezwykłej przyjaźni i wsparcia, ale nie jednoczy się z nim tak, jak żona z mężem, bo już nie Józef, ale jej Syn jest dla niej kimś najważniejszym i stanowi absolutne centrum jej życia. Nie oznacza to, że z Józefem łączy ją odtąd jakaś mniejsza miłość czy mniejsza więź. Oznacza to natomiast, że ich wzajemna więź rośnie w głąb, staje się jeszcze bardziej niezwykła, jeszcze bardziej bezinteresowna niż dotąd. W konsekwencji to, co ich teraz łączy, staje się coraz bardziej podobne do tej więzi, jaką mają ci, którzy są już w niebie”.
Ale jak to zrobić, żeby małżeńskie relacje i więzi były takie jak mają ci, którzy są w niebie? Oczywiście obecność Jezusa musiała pomagać, nawet jeśli przez wiele lat był synem zachowującym się zupełne normalnie, ale przecież człowiek jest tylko człowiekiem, a obecność pięknej, młodej kobiety, którą się kocha i która jest moją żoną bynajmniej nie ułatwia życia w czystości. Nawet jeśli jest to nasz obopólny wybór, bo przecież zakładamy, że Józef nie tylko uszanował wybór Maryi, ale też i on sam dokonał takiego samego wyboru w pełnej wolności. Jak więc wytrwać w czystości?

To nie jest miejsce dla wartości
Czytelnicy moich rozważań o św. Józefie zapewne się nie zdziwią, że kiedy sytuacja staje się naprawdę trudna, sięgam po znakomitą książkę o. Augustyna Pelanowskiego „Dom Józefa”. Ja wiem, że popularny paulin ostatnio boryka się z problemami, ale to w niczym nie umniejsza przenikliwości cytowanego dzieła. Jeśli chodzi o czystość, a także o inne wartości, takie jak wstrzemięźliwość, wierność, skromność, cichość, wyrzeczenie i wiele innych, jak zauważa o. Pelanowski, one nie tylko są dzisiaj zapomniane, czy niepopularne, ale z niektórymi z nich współczesna „psychoterapia” wręcz otwarcie walczy uważając je za nieuzasadnione krępowanie własnej ekspresji! Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak trudno dzisiaj żyć tymi wartościami, a jeśli nawet ktoś nimi żyje, to raczej unika chwalenia się nimi? Fantastycznie wytłumaczył to o. Pelanowski mówiąc o biotopie. Biotop to przestrzeń umożliwiająca życie jakiegoś gatunku, musi być sprzyjająca. Słonie nie mogą żyć na Arktyce, a białe niedźwiedzie umarłyby na pustyni. Czystość i wszystkie inne wyżej wymienione wartości, potrzebują sprzyjającego środowiska. I teraz wystarczy podnieść głowę i rozejrzeć się wokół siebie i zapytać: czy w naszych czasach istnieje właściwy biotop dla czystości, wierności czy wstrzemięźliwości? W telewizji właściwie trudno znaleźć film, w którym nie byłoby scen erotycznych. I chodzi nie tylko o filmy komercyjne, programowo nastawione na rozbijanie chrześcijańskiej moralności, w których czasem nachalnie, a czasem bardzo subtelnie, propaguje się homoseksualizm, rozwiązłość. Ale nawet polskie filmy, które pewnie mają jakiś kontekst patriotyczny, nie mogą się obejść bez kilku scen erotycznych, jakby ich autorzy nie wierzyli, że bez takiej „protezy” filmy się obronią. Czyżby jeszcze nie zrozumieli, że czasy oceny filmu w kategoriach, „czy momenty były” dawno odeszły do lamusa, bo „momenty” wręcz zalewają nas z witryn, bilbordów i wszelkich ekranów? Seksualizacja ogarnia niemal wszystko i sprawia, że nie ma biotopu, nie ma środowiska, w którym można pielęgnować i propagować czystość, wierność czy wstrzemięźliwość.

Mieć motyw dla czystości
Okazuje się, że św. Józef potrafił w swoim domu w Nazarecie stworzyć właściwe środowisko, odpowiednie warunki, aby mimo wielkiej miłości jaka łączyła go z jego na pewno piękną małżonką Maryją, przeżyć z nią piękne małżeńskie życie w czystości i wstrzemięźliwości. Dla Maryi powodem takiej postawy był fakt, że poczęła i zrodziła Syna Bożego. O. Pelanowski idzie tutaj nawet znacznie dalej i sugeruje, że Maryja podjęła decyzję o zachowaniu dziewiczej czystości (choć była to postawa absolutnie nie chciana w jej czasach, ponieważ każda z nich chciała urodzić Mesjasza), zanim jeszcze zaręczyła się z Józefem. To by znaczyło, że Maryja świadomie zrezygnowała z macierzyństwa, a w konsekwencji również z możliwości wydania na świat Mesjasza! Mielibyśmy tu do czynienia z niesamowitym paradoksem wiary, a jednocześnie z potwierdzeniem, że Bóg nie daje żadnej łaski, zanim człowiek się jej nie wyrzeknie. Nie wiadomo czy o. Pelanowski ma w tej kwestii słuszne twierdzenia, natomiast na pewno Maryja pragnęła pozostać w czystości i dziewictwie po wydaniu Syna na świat. Ale jaki motyw mógł mieć św. Józef by pozostać w czystości i wstrzemięźliwości? Musiał nim być wielki szacunek do tajemnicy Boga i łona swojej małżonki, która Syna Bożego zrodziła. O. Pelanowski przytacza w tym momencie ciekawy fakt naukowy: chodzi o to, że podczas stanu błogosławionego niektóre komórki dziecka przez pępowinę przenikają do ciała matki, nawet do jej mózgu i pozostają tam na zawsze. Matka zawsze nosi do końca w sobie coś ze swoich dzieci. Maryja w takim wypadku na zawsze pozostała nosicielką Wcielonego Syna Bożego, pierwszym żyjącym tabernakulum na długo przed tym, zanim człowiek postanowił przechowywać Ciało Pańskie. Święty Józef pewnie o tym nie wiedział, bo przecież tajemnic się nie wie, ale się je wyczuwa. Miał więc wielki i nabożny szacunek do całej osoby swojej małżonki, wybranej do wielkiej tajemnicy, do jej duszy i ciała. Józef musiał uznać, że małżeństwo z tak wspaniałą kobietą jak Maryja, którą wybrał również Bóg, z jej wspaniałą misją, jest szczęściem daleko większym niż pełna relacja małżeńska z jakąkolwiek inną kobietą. I Józef więc i Maryja nie wyrzekali się czegoś, nie wyrzekali się seksualności, ale wybierali miłość i szacunek, wybierali wolę Boga, chcieli pełnieniem jej rozradować serce Boga. A ponieważ oboje tego pragnęli łatwiej im było wytrwać w czystości, wierności i wstrzemięźliwości. W ich rodzinie po prostu był biotop dla czystości, była motywacja!

Tworzyć biotop w rodzinie
W naszym świecie, jak już wcześniej zaznaczyłem, tego biotopu nie ma. Dzisiaj świat dookoła zalewa nas seksualnością, pokusami, przyzwoleniem na grzech i szyderstwem z takich wartości jak czystość czy wierność. Czasami nawet w rodzinie nie ma sprzyjających warunków do ich przeżywania. Nie chcę tutaj otwierać dyskusji choćby nad powszechnie dostępną i dewastującą pornografią, ale chciałbym nadmienić, że dzisiaj nawet rodzona matka czy ojciec potrafi „wybić” dziecku z głowy pomysł o ślubie, bo przecież „niech najpierw się sprawdzą, niech zamieszkają razem i zobaczą czy im się układa”. I z czystości przedmałżeńskiej rezygnuje się bez chwili refleksji. Nawet się nie próbuje znaleźć dla niej motywacji, bo przecież jakiś motyw trzeba mieć, żeby poczekać. Trzeba uwierzyć, że tylko czystość przedmałżeńska gwarantuje rozbudowanie więzi duchowych i uczuciowych na tyle silnych, by przetrzymać wszystkie problemy jakie pojawią się w ciągu wielu lat przyszłego życia. To byłby ten biotop, ale dzisiaj mało kto go szuka. Rodzina powinna być tym miejscem, gdzie temu wszystkiemu spróbuje się zapobiec. Rodzina musi być szkołą pięknej miłości, czystości przedmałżeńskiej i wierności. W takiej rodzinie równie łatwo może się zrodzić powołanie do życia w celibacie, do życia konsekrowanego i ono będzie się w niej właściwie rozwijać. Trzeba jednak pamiętać, że o ile powściągliwość czy wstrzemięźliwość mogą być wynikiem wysiłku człowieka, to czystość jest darem Boga i trzeba o nią autentycznie prosić, korzystając z sakramentów i szczerze się o nią modląc. Święty Józef oprócz tego, że miał obok siebie Maryję, był też człowiekiem sprawiedliwym co implikuje również modlitwę i pewnie modlitwa pomogła i jemu w wytrwaniu w czystości i wierności. Jest on więc wspaniałym orędownikiem w tej sprawie.

Ks. Andrzej Antoni Klimek – redaktor naczelny dwutygodnika diecezji kaliskiej „Opiekun”