Cyryl i Metody – patroni Europy 10 lutego 2019

              Święci Cyryl i Metody, tzw. sołuńscy bracia, mieli imiona chrzestne Konstantyn i Michał, pochodzili z Salonik. Św. Cyryl urodził się w 826 lub 827 roku, zmarł 14 lutego 869 r. w Rzymie. Św. Metody zaś urodzony ok. roku 815, zmarł 6 kwietnia 885 r. prawdopodobnie w Welehradzie. Byli apostołami Słowian, twórcami najstarszego pisma słowiańskiego zw. Głagolicą, wprowadzili język słowiański do liturgii rzymskiej.

Życie i Działalność. Początkowo kształcili się w Salonikach, gdzie poznali język słowiański, a następnie w akademii cesarskiej w Konstantynopolu, m.in. pod kierunkiem Focjusza. Św. Cyryl studiował przede wszystkim klasyków starożytnych i teologię patrystyczną, ok. 847 r. przyjął świecenia kapłańskie i był bibliotekarzem przy kościele Hagia Sophia, a jednocześnie doradcą i sekretarzem patriarchy Ignacego. Po 5-miesięcznym pobycie w klasztorze w okolicy Bosforu uczył filozofii w akademii cesarskiej (stąd przydomek Konstantyn Filozof). Św. Metody otrzymał wykształcenie prawnicze i pracował początkowo w administracji cesarskiej jako archont jednej z prowincji zamieszkałej przez ludność słowiańską, a ok. 840 roku wstąpił do klasztoru na Olimpie w Bitynii.

Obaj zostali w latach 850-860 wysłani z kościelną misją dyplomatyczną do Arabów i Chazarów. W Bagdadzie prowadzili dyskusje z teologami muzułmańskimi na temat Trójcy Świętej, a wśród Chazarów na Krymie, gdzie oprócz muzułmanizmu były silne wpływy judaizmu, na tematy soteriologiczne, zwłaszcza w sprawie stosunku Boga do Abrahama i do narodu wybranego. Św. Cyryl tłumaczył tam na język grecki podręcznik gramatyki języka hebrajskiego oraz niektóre dzieła teologiczne. W Chersonezie odnalazł Relikwie papieża św. Klemensa Rzymskiego (88-97). Po wypełnieniu misji św. Metody wraca na Olimp i zostaje wybrany na igumena klasztoru. Gdy zaś w 863 r. do Bizancjum przybyło poselstwo księcia morawskiego Rościsława z prośbą o misjonarzy znających język słowiański (by przeciwdziałać wpływom łacińsko-niemieckim), wyznaczono do tej misji Świętych Braci. Św. Cyryl ułożył alfabet słowiański i wspólnie przygotowali słowiański przekład Ewangelii, Dziejów apostolskich, Psałterza i niektórych tekstów liturgicznych. W 864 r. udali się na Morawy, skąd z powodu przewagi oraz intryg duchowieństwa niemieckiego (po zwycięstwie w r. 864 Ludwika Niemieckiego nad Rościsławem) przeszli w 866 r. do Panonii, gdzie książę Kocel stworzył im korzystne warunki do pracy apostolskiej. Brak kapłanów dla utworzenia miejscowej organizacji kościelnej był przyczyną ich wyjazdu wraz z uczniami do Akwilei, stolicy patriarchatu. Po drodze zatrzymali się w Wenecji i tam św. Cyryl publicznie wobec obradującego synodu wystąpił w obronie słowiańskich form liturgii.

Do Rzymu udali się na zaproszenie papieża Mikołaja I, ale zostali przyjęci już przez Hadriana II (pod koniec 867 lub na początku 868), który uroczyście wyszedł na spotkanie Relikwii św. Klemensa, pobłogosławił słowiańską misję Świętych Braci oraz zaakceptował stosowanie w liturgii języka słowiańskiego. Przyjęte od nich księgi liturgiczne w przekładzie słowiańskim miał złożyć papież na ołtarzu w bazylice S. Maria Maggiore, udzielił kapłańskich święceń św. Metodemu oraz polecił wyświęcić trzech jego uczniów na kapłanów, a dwóch na lektorów. W Rzymie pozostali dwa lata z powodu choroby św. Cyryla, który przed śmiercią złożył śluby zakonne i pochowano go w bazylice św. Klemensa.

Św. Metody po śmierci Brata wrócił do Panonii jako legat apostolski. Ok. 870 roku ponownie przybył do Rzymu i otrzymał od papieża Hadriana II sakrę biskupią oraz nominację na metropolitę wskrzeszonej metropolii w Sirmium (w Państwie Wielkomorawskim, a obecnie jest to Mitrovica w Kosowie), do której włączono również Panonię, należącą dotąd do Passawy i Salzburga. Wywołało to konflikt z episkopatem niemieckim, który podstępnie uprowadził św. Metodego i więził prawdopodobnie w klasztorze Ellwagen w Szwabii. Uwolniony w roku 878 dzięki interwencji pap. Jana VIII, wezwany został do Rzymu w celu wyjaśnienia oskarżeń kierowanych do Stolicy Apostolskiej przez księcia wielkomorawskiego Świętopełka i episkopat niemiecki. Po czasowym zakazie stosowania języka słowiańskiego w liturgii pap. Jan VIII ponownie poparł jego formy chrystianizacji Słowian, a w obronie św. Metodego wystosował 26 czerwca 880 roku do Świętopełka bullę Industriae tuae, w której potwierdził prawa arcybiskupie św. Metodego i urząd legata apostolskiego dla ewangelizacji Słowian, zaaprobował używanie języka słowiańskiego w liturgii pod warunkiem, że przy uroczystej celebrze ewangelia odczytywana będzie najpierw w języku łacińskim, dla księcia zaś i jego dworu liturgię sprawować się będzie nadal po łacinie. Jednocześnie papież ustanowił sufraganię w Nitrze z biskupem sufraganem Wichingiem (Niemiecem, przywódcą duchowieństwa niemieckiego). Mimo dalszej opozycji i nowych intryg tegoż duchowieństwa św. Metody rozwinął działalność apostolską również poza granicami metropolii: ok. 880 roku ochrzcił księcia czeskiego Borzywoja i jego żonę Ludmiłę. Misja cyrylo-metodiańska na południowych ziemiach polskich jest kontrowersyjna. Pod koniec życia św. Metody odbył podróż misyjną do Słowian bałkańskich i odwiedził Konstantynopol, gdzie patriarcha i cesarz wyrazili mu swe uznanie. Po powrocie na Morawy zajął się tłumaczeniem na język słowiański dalszych części Pisma św., dzieł ojców Kościoła oraz bizantyjskiego zbioru prawa kościelnego i świeckiego (tzw. Nomokanon). Św. Metodemu przypisuje się także autorstwo dzieła Zakon Sudnyj. Przed śmiercią na arcybiskupią stolicę jako następcę wybrał świętego Gorazda, Morawianina.

Św. Cyryl oprócz przekładu tekstów biblijnych i liturgicznych prawdopodobnie spisał dyskusje teologiczne prowadzone z muzułmanami i Judejczykami oraz wystąpienie przeciw obrazoburcom w Konstantynopolu, których streszczenia i fragmenty zawiera Vita Cyrylli (przekład polski T. Lehr-Spławiński, Żywoty Cyryla i Metodego, Poznań 1959). W liście do Anastazego Bibliotekarza i do Gauderyka, bpa Velletri opisał dzieje znalezienia Relikwii św. Klemensa Rzymskiego. Przypisuje się św. Cyrylowi autorstwo Progłasu, poetyckiego wstępu do ewangelii, podkreślającego słowiańską świadomość narodową, napisanego ok. 860 roku. Autorzy prawosławni przypisują mu przekład tekstów liturgii bizantyjskiej. Kontrowersyjne natomiast jest autorstwo traktatu Napisanie o prawdziwej wierze, przypisywanego św. Cyrylowi. (Z Encyklopedii Katolickiej t. 3, Lublin 1979, kol. 708-709).

Źródło: Marianie.pl

PAPIEŻ FRANCISZEK PRZEWODNICZYŁ NAJWIĘKSZEJ W HISTORII MSZY ŚW. NA PÓŁWYSPIE ARABSKIM 7 lutego 2019

Dobiegła końca pielgrzymka Ojca Świętego do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Papież Franciszek przewodniczył tam Mszy św., w której łącznie udział wzięło ponad 130 tys. wiernych. To była największa w historii Eucharystia na Półwyspie Arabskim.

– Błogosławieństwa są zatem mapą życia.  Nie żądają nadludzkich czynów, lecz naśladowania Jezusa w życiu codziennym. Zachęcają do tego, aby zachować czyste serce, aby praktykować łagodność i sprawiedliwość mimo wszystko, aby być miłosiernymi dla wszystkich, aby przeżywać cierpienia w zjednoczeniu z Bogiem. Jest to świętość codziennego życia, która nie potrzebuje cudów i niezwykłych znaków – wskazał papież Franciszek.

Wizyta Biskupa Rzymu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich upłynęła pod znakiem dialogu z islamem i spotkania z katolicką mniejszością kraju.

– To jest to spotkanie międzyreligijne, a więc tu chodzi o prawdziwą tolerancję i autentyczny szacunek dla inaczej wierzących. Pokazywanie, że ta modlitwa, którą rozpoczął kiedyś św. Jan Paweł II, kontynuował papież Benedykt XVI w Asyżu – ona daje rezultaty, że – to, co mówił Ojciec Święty – trzeba nam dialogu i modlitwy, trzeba nam edukacji i tolerancji, aby to dotyczyło serca każdego człowieka. Drugie przesłanie dotyczy powołania chrześcijan – to bycie człowiekiem błogosławieństw – zaznaczył prof. dr hab. Andrzej Derdziuk OFMCap.

Papieska wizyta przypadła w 800. rocznicę historycznego spotkania św. Franciszka z Asyżu z egipskim sułtanem.

Żródło: http://www.radiomaryja.pl

Jesteście Bożym „teraz” 27 stycznia 2019


Nie jesteście przyszłością, nie tkwicie w „międzyczasie”, lecz jesteście Bożym „teraz” – powiedział Franciszek podczas Mszy św. posłania 34. Światowego Dnia Młodzieży, sprawowanej 27 stycznia na Polu Jana Pawła II w Metro Park w Mieście Panama. Ojciec Święty podkreślił, że Ewangelia powinna w życiu każdego chrześcijanina wyrażać się w konkretnej miłości daru z siebie, na wzór Maryi, która powiedziała: „Niech mi się stanie”.

Publikujemy tekst papieskiej homilii.
„Oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Zaczął więc mówić do nich: «Dziś wypełniło się Pismo, które słyszeliście» (Łk 4,20-21).
W ten sposób ewangelia przedstawia nam początek publicznej misji Jezusa. Ukazuje Go w synagodze, w której dorastał, otoczonego przez znajomych i sąsiadów, a kto wie, może nawet niektórych ze swoich „katechetów” z dzieciństwa, którzy nauczyli go Prawa. Jest to ważne wydarzenie w życiu Nauczyciela, kiedy dziecko, które kształtowało się i wyrosło w tej wspólnocie, powstało i zabrało głos, aby ogłosić i wprowadzić w czyn marzenie Boga. Słowo głoszone do tej pory jedynie jako obietnica przyszłości, które jednak w ustach Jezusa mogło być wypowiedziane jedynie w czasie teraźniejszym, stając się rzeczywistością: „Dziś wypełniło się”.

Jezus objawia chwilę obecną Boga, która przychodzi, aby także i nas wezwać do wzięcia udziału w Jego teraz, aby „ubogim głosić dobrą nowinę”, „ogłosić więźniom wyzwolenie, a niewidomym przejrzenie”, „zniewolonych uczynić wolnymi”, „aby ogłosić rok łaski od Pana” (Łk 4,18-19). To „teraz Boga” staje się obecne wraz z Jezusem, staje się obliczem, ciałem, umiłowaniem miłosierdzia, które nie oczekuje sytuacji idealnych czy doskonałych, by się ukazać, ani nie przyjmuje wymówek, by się urzeczywistniło. On jest czasem Boga, który czyni właściwą i stosowną każdą sytuację i każdą przestrzeń. W Jezusie zaczyna się i staje się żywa obiecana przyszłość.
Kiedy? Teraz. Ale nie wszyscy, którzy tam słuchali, czuli się zaproszeni lub wezwani. Nie wszyscy mieszkańcy Nazaretu byli gotowi uwierzyć w kogoś, kogo znali i widzieli, jak dorastał, a kto zaprosił ich do realizacji tak bardzo oczekiwanego marzenia. Co więcej, powiedzieli: „Czy nie jest to syn Józefa?” (Łk 4,22).
To samo może się przydarzyć także i nam. Nie zawsze wierzymy, że Bóg może być tak konkretny i codzienny, tak bliski i rzeczywisty, a tym bardziej, że staje się tak obecny i działa przez kogoś znanego, jak może być sąsiad, przyjaciel, krewny. Nie zawsze wierzymy, że Pan może nas zaprosić, byśmy pracowali i pobrudzili sobie ręce razem z Nim, w Jego Królestwie, w tak prosty, ale zdecydowany sposób. Trudno nam przyznać, że „Miłość Boża wyraża się w sposób konkretny i niemal namacalny w dziejach, na które składają się wszystkie wydarzenia, przykre i chwalebne” (BENEDYTKT XVI, Audiencja generalna, 28 września 2005).
Nieraz zachowujemy się jak mieszkańcy Nazaretu, wolimy Boga na odległość: miłego, dobrego, wspaniałomyślnego, ale odległego, takiego, który nie przeszkadza. Bowiem Bóg bliski i codzienny, przyjaciel i brat wymaga od nas, byśmy nauczyli się bliskości, codzienności, a przede wszystkim braterstwa. Nie chciał ukazać się na sposób anielski czy w sposób spektakularny, ale chciał nas obdarzyć obliczem braterskim i przyjacielskim, konkretnym, rodzinnym. Bóg jest rzeczywisty, ponieważ miłość jest realna, Bóg jest konkretny, ponieważ miłość jest konkretna. I to właśnie „ten konkretny wymiar miłości jest jedną z zasadniczych cech życia chrześcijan” (BENEDYTKT XVI, Homilia, 1 marca 2006 r.).
Nam również może grozić to samo, co mieszkańcom Nazaretu, gdy Ewangelia w naszych wspólnotach chce się stać konkretnym życiem, a my zaczynamy mówić „ale czyż ci młodzi nie są dziećmi Maryi, Józefa, i nie są braćmi tego czy owego… Czyż nie są oni dzieciakami, którym pomagaliśmy się rozwijać?… Czy tamten, to nie ten chłopak, który zawsze swoją piłką wybijał szyby?”. A ten, kto urodził się, aby być proroctwem i głoszeniem królestwa Bożego, zostaje oswojony i zubożony. Chęć oswojenia Słowa Bożego jest sprawą codzienną.
Również wam, drodzy młodzi, może się przytrafić to samo, za każdym razem, gdy myślicie, że wasza misja, wasze powołanie, a nawet wasze życie jest obietnicą jedynie na przyszłość i nie ma nic wspólnego z teraźniejszością. Jakby młodość była synonimem poczekalni dla oczekujących na swój czas. A w „międzyczasie” tej godziny wymyślamy lub sami wymyślacie dla siebie przyszłość higienicznie dobrze opakowaną i bez konsekwencji, dobrze skonstruowaną i zagwarantowaną ze wszystkim „dobrze zapewnionym”. Jest to „udawanie” radości. W ten sposób was „uspokajamy” i usypiamy, byście „nie robili rabanu”, abyście nie zadawali pytań samym sobie i innym, abyście nie poddawali w wątpliwość samych siebie i innych. A w tym „międzyczasie” wasze marzenia tracą polot, zaczynają zasypiać i stawać się przyziemnymi, sennymi, miernymi fikcjami (por. Homilia na Niedzielę Palmową, 25 marca 2018 r.), tylko dlatego, że uważamy, bądź uważacie, że jeszcze nie nadeszło wasze „teraz”, że jesteście zbyt młodzi, by zaangażować się w marzenia i budowanie jutra.
Jednym z owoców ostatniego Synodu było bogactwo możliwości spotkania, a przede wszystkim wysłuchania. Bogactwo słuchania między pokoleniami, bogactwo wymiany i wartość uznania, że potrzebujemy jedni drugich, że musimy dążyć do tworzenia kanałów i przestrzeni, w których trzeba angażować się w marzenie i budowanie jutra już od dzisiaj. Ale nie w izolacji, lecz razem, tworząc wspólną przestrzeń. Przestrzeń, której nie otrzymuje się w darze, ani której nie wygrywamy na loterii, ale przestrzeń, o którą również wy musicie walczyć.
Ponieważ wy, drodzy młodzi, nie jesteście przyszłością, lecz Bożym teraz. On was zwołuje i wzywa was w waszych wspólnotach i miastach, by pójść w poszukiwaniu dziadków, dorosłych, aby stanąć na nogi i razem z nimi zabrać głos i spełnić marzenie, z jakim Pan was wymarzył.
Nie jutro, ale teraz, bo tam, gdzie jest wasz skarb, tam będzie również wasze serce (por. Mt 6,21); a to, co rozbudza waszą miłość, podbije nie tylko waszą wyobraźnię, ale obejmie wszystko. Będzie tym, co wam każe wstać rankiem i pobudzi was w chwilach zmęczenia, co złamie wam serce i napełni was zadziwieniem, radością i wdzięcznością. Poczujcie, że macie misję i zakochajcie się w niej, a to zadecyduje o wszystkim” (por. PEDRO ARRUPE, SJ, Nada es más práctico). Możemy mieć wszystko, ale jeśli brakuje nam namiętności miłości, to zabraknie wszystkiego. Niech Pan sprawi, byśmy się zakochali!
Dla Jezusa nie ma „w międzyczasie”, ale jest miłość miłosierdzia, która chce przeniknąć do serca i je zdobyć. Ona chce być naszym skarbem, ponieważ nie jest „międzyczasem” w życiu lub przemijającą chwilową modą, jest miłością daru z siebie, która zaprasza, by dawać siebie.
Jest to miłość konkretna, bliska, rzeczywista. To świąteczna radość, która się rodzi, gdy postanawiamy uczestniczyć w cudownym połowie nadziei i miłości, solidarności i braterstwa w obliczu wielu spojrzeń sparaliżowanych i paraliżujących ze względu na lęki i wykluczenia, spekulacje i manipulacje.
Bracia: Pan i jego misja nie są „międzyczasem” w naszym życiu, czymś ulotnym: są naszym życiem!
Przez wszystkie te dni w szczególny sposób towarzyszyły nam, jak muzyka w tle, słowa Maryi: „niech mi się stanie”. Ona nie tylko wierzyła w Boga i obietnice jako coś możliwego, ale wierzyła Bogu i odważyła się powiedzieć „tak”, aby uczestniczyć w tym teraz Pana. Poczuła, że ma misję, rozmiłowała się i to zadecydowało o wszystkim.
Podobnie, jak to się stało w synagodze w Nazarecie, Pan pośród nas, swoich przyjaciół i znajomych, ponownie wstaje, bierze księgę i mówi nam: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4, 21).
Czy chcecie żyć konkretnością Jego miłości? Niech wasze „tak” nadal będzie bramą wejściową, aby Duch Święty dał nową Pięćdziesiątnicę dla świata i dla Kościoła.
Źródło: Niedziela.pl

Gromnica 27 stycznia 2019


Ludowy poeta z Limanowszczyzny, Józef Strug, tak przed wielu laty pisał o Gromnicznej świecy: 

Gdy życie nasze dobiegnie do końca, 
Gdy Bóg ostatnie godziny policzy, 
Niech nam zaświeci, jak promienie słońca, 
Światło gromnicy. 

Gdy nasze czoło pot śmiertelny zrosi, 
Gdy nasze łoże obstąpią szatani, 
Twojej obrony niech każdy uprosi – 
Gromniczna Pani! 

Kiedy nad nami zawisną czarne chmury, 
Gdy na wsze strony lecą błyskawice, 
Gdy ciemność straszna od dołu do góry: 
Święćmy gromnice! 

Matko Najświętsza! My nędzni grzesznicy, 
Pod Twoją obronę się uciekamy, 
Przed Twym obrazem, przy świetle gromnicy, 
Ciebie błagamy! 

Tyś jasna gwiazda na morzu żywota, 
Pokus się o Cię rozbiją bałwany! 
Kto się ucieka do Cię, Matko złota, 
Jest wysłuchany. 

Bądź nam Matką w życiu i przy zgonie, 
Niech Twoja łaska zawsze nam przyświeca, 
Niech nasza miłość ku Tobie zapłonie 
Jako gromnica!



Żródło: FORUM TRADYCJI KATOLICKIEJ 

Ofiarowanie Pańskie – święto Matki Bożej Gromnicznej 27 stycznia 2019


Kościół Katolicki w dzień 2 lutego obchodzi uroczystość Ofiarowania Pańskiego. Święto to na przestrzeni wieków zmieniło nie tylko swoją nazwę, ale także charakter. Dawniej liturgia tego dnia mówiła o Oczyszczeniu Najświętszej Maryi Panny. Dzisiaj natomiast w tym dniu akcent położony jest na Osobę Jezusa Chrystusa, który jest „światłością świata” i „światłem na oświecenie pogan” jak nazwał go starzec Symeon. 

Głównym wiec tematem tego święta przewijającym się przez całą liturgię, włącznie z poświęceniem gromnic, jest światło. Światło świecy, które symbolizuje Chrystusa „światłość prawdziwą, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (J 1,9). Kościół, jak głoszą podania, obchodził to święto już w IV wieku. W tradycji polskiej święto to nazywane było, i przez wielu jest tak nazywane nadal, świętem Matki Bożej Gromnicznej. Począwszy od IX wieku wierni w tym dniu przynoszą do kościoła świece do pobłogosławienia zwane gromnicami. 

Wszystko ma przypominać ewangeliczną perykopę, według której Jezus, zgodnie z prawem żydowskim, jako dziecko był ofiarowany Bogu w świątyni Jerozolimskiej. Widząc Dziecię starzec Symeon wypowiedział proroctwo nazywając Jezusa „światłem na oświecenie pogan i chwałą ludu Twego Izraela” (Łk 2,23-32). Procesja z płonącymi świecami na początku liturgii jest znakiem nowego kroczenia przez życie w jedności z Jezusem. Kiedyś gromnice obowiązkowo wykonano z wosku pszczelego i po jej zapaleniu, dom napełniał się pięknym zapachem. 

Poświęconą w kościele zapaloną gromnicę starano się zanieść do domu, by od niej rozpalić ogień, który zwiastować miał zgodę i miłość w rodzinie. Z zapaloną świecą obchodzono całe gospodarstwo, aby odstraszyć zło. Poświęcone świece, jako znak Bożej jasności, zapalano w trudnych chwilach: podczas burzy stawiano te świece w oknach, gromnicami zażegnywano klęski gradowe, dymem z nich kreślono znaki krzyża na drzwiach, piecu i oknach jako „zapory” przeciw nieszczęściom i złu. 

Zapalenie gromnicy i wkładanie jej w ręce umierającego oznaczało, że na wzór „roztropnych panien” wychodzi on z płonącą lampą na spotkanie swojego Oblubieńca. Gromnice przechowywano w godnym miejscu i używano ją tylko do celów religijnych. Ze świętem Matki Bożej Gromnicznej związana jest także legenda opowiadającą o tym, jak Matka Boża odpędza światłem gromnicy stado wilków od domów mieszkalnych. Taki widok możemy spotkać na starych obrazkach, lub na świecach. Tak przedstawił Maryję na swoim obrazie polski malarz Piotr Stachiewicz. Wśród uśpionej wsi, w zimowym krajobrazie, w pięknej szacie, Matka Boża z narzuconą na głowie chustą, z gromnicą w dłoni odgania wilki zbliżające się do ludzkich domów. 

W polskiej tradycji ludowej wraz z uroczystością Matki Bożej Gromnicznej kończy się śpiew kolęd, rozbiera się szopki i choinki. Liturgicznie okres Bożego Narodzenia kończy się dużo wcześniej, bowiem w święto chrztu Pana Jezusa. Jednak polski zwyczaj ma swoje uzasadnienie nie tylko w tradycji, ale i w tym, że w uroczystość Ofiarowania Pańskiego Pan Jezus, jeszcze jako dziecko, jest przedstawiany w świątyni. 

Od 1997 r. 2 lutego Kościół powszechny obchodzi ustanowiony przez Jana Pawła II Dzień Życia Konsekrowanego. 
Żródło: FORUM TRADYCJI KATOLICKIEJ