Tak i w Cieszęcinie tym razem mieszkańcy Kowalówki przygotowali piękny wieniec, ustroili trasę i otoczenie kościoła by dopełnić dożynkowych ceremonii.
Wieniec w tym roku przybrał formę łodzi misternie pokrytej ziarnami zbóż wypełnionej owocami, warzywami, kwiatami i dorodnymi kłosami, nad którą powiewał żagiel – sztandar z wizerunkiem Chrystusa oraz Jego słowami o pokoju, życiu i miłości.
Łódź jakby na falach „płynęła” kołysząc się z lekka, niesiona przez przedstawicieli sołectwa Kowalówka z sołtysem na czele. Był oczywiście piękny bochen chleba niesiony z wielkim szacunkiem na wyciągniętych dłoniach starosty dożynkowego. To te i inne dłonie zasiały ziarno rok temu, by w tegorocznych żniwach zebrane w nowym plonie mogły posłużyć i młynarzowi, i piekarzowi, i nam konsumentom.
W kościele wieniec zajął zaszczytne miejsce przy ołtarzu, a chleb przyniesiony wraz z darami ofiarnymi w uroczystej procesji, został złożony na samym ołtarzu. Ucałowanie tego bochna przez proboszcza, celebrującego wraz z o. Dariuszem uroczystą dożynkową sumę, symbolizowało złożenie owocu pracy rolnika samemu Bogu. Msza była również dziękczynieniem Bogu za szczęśliwie przeprowadzone prace remontowe i nową podłogę w kościele, a także modlitwą wdzięczności wobec ofiarodawców i dobrodziejów. Wprawdzie do remontu jeszcze została w kruchta, zakrystia, kaplica św. Damiana i chór, ale w kościele już od 14 września modlimy się na wprawdzie jeszcze nie poświęconej (poświęcenia dokona ksiądz biskup) lecz nowej, modrzewiowej, pięknej.
Chleb, wieniec i wierni zostali pokropieni wodą święconą.
Suma zakończyła się błogosławieństwem i zaproszeniem wszystkich na plac przed salką.
Tu artystki z Kowalówki przepięknie odśpiewały przyśpiewki dożynkowe, w których było i o duszpasterzach, i o sołtysie i o burmistrzu. ( tekst za zgodą autorki P. Natalii Śniady też tu zamieścimy)
Była jeszcze jedna atrakcja. Przy okazji dożynek proboszcz wypełnił obietnicę daną w czerwcu. Mianowicie zapowiedział, że gdy wejdziemy do kościoła po remontach, na szwedzkim stole przed salką pojawi się odpowiednio przetworzona przedstawicielka trzody chlewnej, jako kaszanka, i kiełbaska, i salcesonik, i szyneczka, i bigosik z chlebkiem oczywiście, z piwkiem lub osiecką oranżadą. A jeszcze był nadzwyczaj smaczny smalec z ogórkiem. I oczywiście były nasze apetyty. Parafianie i goście spisali się bardzo dobrze, chleba został tylko jeden bochenek i troszkę kiełbaski, kaszanki i smalcu. Nie było wątpliwości – świnia była dobrze wychowana tzn. wykarmiona, masarze doskonali w swym fachu i niewiasty, które i w bigosie i w przygotowaniu stołów oraz obsłudze nas wszystkich wykazały swój kunszt.
Tak oto przy bardzo dobrej pogodzie i w dobrych nastrojach ze świadomością dziękczynienia Bogu oraz sobie nawzajem przeżyliśmy niedzielne południe dla ducha i popołudnie dla ciała.
Wszystkim zaangażowanym w przygotowanie tego dnia i wszystkim, którzy tworzyli tę niezwykłą wspólnotę z serca dziękujemy.
Ktoś powiedział – szkoda, że taka podłoga zdarza się raz na sto lat.